Rząd szukał sposobu na „montaż finansowy” projektu, minimalizujący ryzyko inwestycyjne, od kwietnia 2013 r., kiedy to zarząd PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna podjął decyzję o rezygnacji z rozbudowy Elektrowni Opole. Decyzja władz spółki podjęta w oparciu wyłącznie o krótkowzroczne kalkulacje efektywności ekonomicznej, a nie interes państwa, rozmijała się z potrzebami strategii energetycznej Polski i była niekorzystna w kontekście bezpieczeństwa energetycznego. Zarządowi PGE przypominano wówczas, iż spółka wciąż posiada status spółki skarbu państwa, a powołana została jako energetyczny czempion do realizacji strategicznych projektów energetycznych, a nie tylko wyłącznie do wypracowywania wysokiej dywidendy. Nie można było także nie zauważyć olbrzymich kosztów poniesionych przez PGE już na etapie przedinwestycyjnym, kolejnych milionów straty wynikających z braku inwestycji, która przyniosłaby zyski w dłuższej perspektywie czasu, a także strat dla samorządu, który liczył na nowe miejsca pracy i znaczne zwiększenie wpływów z podatków.

Dlatego także Instytut Kościuszki apelował do polskich władz o wycofanie się z tej złej dla Polski decyzji, a nie tkwienie w strategicznym błędzie. Prognozy dotyczące zapotrzebowania na moce energetyczne są bowiem alarmujące. Polsce już od 2016 r. grożą blackouty, co może przynieść konsekwencje w postaci importu energii zza wschodniej granicy. Byłoby to niekorzystne nie tylko z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego, ale także interesów ekonomicznych. Decyzja ta pogarszałaby także trudną sytuację w jakiej znajduje się polski sektor węglowy. Co więcej podjęto ją w czasie, kiedy inwestycję węglowe w elektroenergetyce stały się jeszcze bardziej atrakcyjne ekonomicznie w związku z załamaniem się cen handlu uprawnieniami do emisji CO2. Także Międzynarodowa Agencja Energetyki przewiduje, że energetyka węglowa jeszcze przez długi czas będzie najbardziej opłacalna w Unii Europejskiej. Świadczy o tym chociażby fakt, że Niemcy odchodzą od energetyki jądrowej i budują elektrownie węglowe.

Polska posiada dziesiątki kopalni, w których wydobywanych jest obecnie łącznie 136 mln ton węgla, co oprócz zapewnienia niezależności energetycznej, generuje jednocześnie ponad 150 tys. miejsc pracy. Istnieje także profitogenny i innowacyjny przemysł maszynowy, zaplecze techniczne i usługowe wobec górnictwa węglowego. Łącznie daje to zatrudnienie dla ponad 500 tys. pracowników. Udział energii produkowanej z węgla w polskim portfelu energetycznym wynosi 58,95% dla węgla kamiennego i 33,53% dla węgla brunatnego. I jest to aktualnie najtańszy sposób generowania energii elektrycznej. Posiadamy także ogromne zasoby węgla kamiennego i brunatnego, które są w stanie zaspokoić nasze zapotrzebowanie na dziesiątki, a nawet setki lat. Niestety polskie kopalnie nie są w najlepszej kondycji. Według współpracującego z Instytutem Kościuszki, prof. Zbigniewa Kasztelewicza – Kierownika Kierownika Katedry Górnictwa Odkrywkowego AGH, w okresie ostatnich 20 lat wydobycie węgla kamiennego na świecie podwoiło się, osiągając poziom blisko 7 mld ton. W Polsce w tym samym czasie zanotowano jego obniżenie o blisko 50% do poziomu 76 mln ton. Wydobycie węgla brunatnego na świecie wynosi obecnie ponad 1 mld ton, a w naszym kraju w omawianym okresie obniżyło się z 70 mln do 60 mln ton. Z powyższych danych wynika, że Polska jest jedynym krajem na świecie, który posiadając bogate zasoby węgla, obniża jego wydobycie. Z kraju eksportera węgla kamiennego stajemy się na trwałe jego importerem. Import węgla do Polski w 2011 r. wyniósł ponad 15 mln ton, a w 2012 r. przewidywany jest na poziomie około 10 mln ton. Według analizy rynku górniczego import węgla kamiennego w tej ilości do Polski, to utrzymywanie ponad 20 tys. miejsc pracy w branży węglowej poza granicami naszego kraju.”

W opinii Instytutu Kościuszki Polska powinna tak kształtować swój mix energetyczny, aby węgiel miał w nim swoje poczytne miejsce. Musimy zmierzać do stworzenia synergii między strategiami polskich firm energetycznych i wydobywczych, która może przynieść zyski dla polskiej gospodarki. Należy zatem skupić się na rozwoju elektroenergetyki opartej przede wszystkim na węglu (najlepiej tym rodzimym - stąd potrzeba pilnej restrukturyzacji i zwiększenia efektywności polskich kopalni), a w drugiej kolejności na gazie (także możliwym do pozyskanie w większej niż dotychczas skali z polskich konwencjonalnych i niekonwencjonalnych złóż). 

Polski rząd powinien także konsekwencje komunikować w Unii Europejskiej swoje priorytety energetyczne i skutecznie je realizować. Ważne jest aby doprowadzić do fiaska radykalnej polityki klimatycznej UE mającej na celu dalszą dekarbonizację i sztuczne regulowanie rynku uprawnień do emisji CO2. Już 2 lipca odbędzie się także drugie podejście do przegłosowania podczas posiedzenia plenarnego w Parlamencie Europejskim tzw. backloadingu, polegającego na wycofaniu 900 mln uprawnień do emisji CO2 . Backloading to dla Polski de facto jeszcze wyższe koszty nieracjonalnej i szkodliwej polityki klimatycznej UE. Jego losy będą ważyć się do ostatnich chwil. A liczyć się będzie każdy głos.