Już wielokrotnie w ten sam sposób zaczynałem swoje felietony, ale co poradzę na to, że właśnie tak często się to odbywa. „To”, czyli delikatne zachęcenie mnie przez mojego Redaktora Naczelnego do napisania kolejnego felietonu. A więc, jak zwykle, zadzwonił telefon i po wymianie standardowych uprzejmości: jak dzieci, jak żona, jak wnuki – Paweł przeszedł do konkretów. Wiesz, że będzie SETNE wydanie „Inżynierii”? No, nie wiedziałem. No, to już wiesz. I napisz jubileuszowy felieton. Jubileuszowy ma być w podwójnej objętości. Po zakończeniu rozmowy wspomnieniami z urlopu i omówieniu kolejnych planów urlopowych dotarł do mnie sens wiadomości. SETNE WYDANIE! To zobowiązuje. W głowie zaczęły kłębić się wspomnienia i plany, jak temat ogarnąć.
W głębokiej pamięci mam jeszcze takie pisma, jak „Technologie Bezwykopowe”, które stworzył Dymitr oraz NTTB, czyli „Nowoczesne Techniki i Technologie Bezwykopowe”, gdzie nasz Redaktor Naczelny stawiał pierwsze bezwykopowe kroki. Dla mnie oba pisma i organizowane przez nie konferencje były pierwotnymi źródłami tej tajemnej wiedzy. Potem narodziła się „Inżynieria Bezwykopowa” i to ona stała się podstawowym dostawcą informacji dla ludzi z sektora wod-kan, gazownictwa i energetyki.
Nieskromnie dodam, że już w pierwszym roku działalności dołączyłem do szanownego grona autorów publikacji. Były to zarówno informacje o nowościach technicznych, jak i sprawozdania z licznych targów i konferencji, które regularnie odwiedzałem. Z zapartym tchem czytałem felietony Tomasza Latawca – w dowcipny, a czasem ostry (lotem koszącym) sposób komentujące bezwykopową rzeczywistość.
Od początku blisko branżowych wydarzeń
„Inżynieria Bezwykopowa” od początku śledziła, co dzieje się w branży w kraju i na świecie. Informowała o nowościach, jak i publikowała bardzo pouczające sprawozdania z konkretnych budów czy instalacji. Myślę, że zawartość tych stu numerów to swoisty podręcznik historii nie tylko tej czysto technicznej, ale również rozwoju naszego społeczeństwa. „Inżynieria Bezwykopowa”, która powstała krótko po wejściu Polski do Unii Europejskiej, dokumentuje znakomicie przyśpieszenie rozwoju technicznego i cywilizacyjnego, jaki dokonał się (i dokonuje nadal) w naszej Ojczyźnie. Myślę, że my wszyscy powinniśmy być bardzo zadowoleni z tego, że mogliśmy być świadkami i uczestnikami tych przemian. Przemiany, jakie dokonywały się na naszych oczach, a często naszymi rękami i głowami, mają kilka zasadniczych nurtów. Rozwój technologiczny i techniczny. Rozwój osobisty i gospodarczy. Rozwój społeczny i cywilizacyjny.
Rozwój technologiczny to fakt powstania i rozwoju wcześniej często nieznanych technologii bezwykopowych związanych z budową i renowacją szeroko pojętej infrastruktury podziemnej. Rozwój techniczny to powstanie lub udoskonalenie stosowanych materiałów i źródeł energii zarówno do budowy sieci, jak i do budowy maszyn i urządzeń. Łza się w oku kręci, gdy wspomnimy pierwsze relacje z budów z zastosowaniem HDD czy mikrotunelowania. A dziś? Maszyny w pełni elektryczne, o mocach przyprawiających o zawrót głowy. Technologie Direckt Pipe, Pipe Express czy drążenie tuneli maszynami TBM. Nowe materiały do produkcji rękawów renowacyjnych, nowe metody utwardzania żywic (UV i UV LED), supernowoczesne kamery inspekcyjne z rozdzielczością 8K, skanery, pomiary laserowe i oprogramowanie z zastosowaniem sztucznej inteligencji. Po prostu kosmos. Ale nie samą techniką człowiek żyje.
Wszyscy staliśmy się świadkami cywilizacyjnej zmiany
Bardzo wiele zmieniło się u nas samych i w firmach, które tworzyliśmy jako właściciele i pracownicy. Z małych, kilku- czy kilkunastoosobowych firemek powstały całkiem poważne przedsiębiorstwa, że nie wspomnę o holdingu firm wokół Blejkanu. Pamiętam moją wizytę w Aquanecie Krzesinki dziesięć lat temu i rozmowę z prezesami o technologiach bezwykopowych, które zaczynały ich interesować. Dzisiejszy Terlan to potężna wielobranżowa firma o dużych osiągnięciach w rozwoju własnych technologii. Niejednokrotnie opisywaliśmy etapy jej rozwoju w „Inżynierii Bezwykopowej”. A my sami też się rozwijaliśmy i rozwijamy nadal. Niektórzy pokończyli wyższe studia, niektórzy napisali i obronili doktoraty. Wielu szkoli następne pokolenia bezwykopowców na uczelniach lub różnych seminariach i szkoleniach. Wydano też trochę książek branżowych, w czym Wydawnictwo INŻYNIERIA ma także swój udział. Miarą sukcesu w rozwoju osobistym mogą być także coraz wyższe stanowiska zajmowane w zarządach przedsiębiorstw lub holdingów.
Miło być znajomym takich ludzi, jak Tomek, który z początkującego kierownika budowy został właścicielem grupy firm związanych z branżą bezwykopową, czy Dymitr, który został przedstawicielem na całą Europę Wschodnią najpotężniejszej firmy na świecie produkującej sprzęt do budowy tuneli. Postępu cywilizacyjnego doświadczyliśmy wszyscy, choćby przez możliwość nieskrępowanego podróżowania po całym świecie. Ale także dzięki naszej branży mnóstwo ludzi ma dostęp do bieżącej wody pitnej dobrej jakości oraz do toalet podłączonych do kanalizacji. Rozwój oczyszczalni ścieków oraz rozwój sieci wodociągowych i kanalizacyjnych poprawił milionom ludzi jakość życia. Woda w rzekach i jeziorach stała się znowu czysta, choć tu zostało jeszcze wiele do zrobienia. Nie da się ukryć, że ten burzliwy rozwój był wspierany przez dotacje z Unii Europejskiej. Dzięki nim wiele firm uzyskało możliwość zakupu sprzętu i technologii na najwyższym światowym poziomie. A dotacje dla samorządów na budowę i renowację infrastruktury powodowały, że ten sprzęt miał co robić.
Chwile, które potrafią przyprawić o siwiznę
Rozwój rozwojem, ale upływ czasu robi swoje i niestety wielu naszych kolegów nie ma już między nami. Niektórzy odeszli na zasłużone emerytury, a niektórzy niestety odeszli z tego padołu łez do bezwykopowego nieba. Cóż „takie jest życie”, jak mawiał mój pięcioletni kiedyś wnuczek. Chciałbym część tego tekstu poświęcić samej jubilatce, czyli pismu „Inżynieria Bezwykopowa”. Po troszę czuję się również jego ojcem, choć chyba określenie akuszer byłoby bardziej na miejscu. Byłem ewidentnie świadkiem jego narodzin. Podziwiałem wtedy desperację i entuzjazm dwojga młodych ludzi, Moniki i Pawła, którzy postanowili od podstaw stworzyć coś zupełnie nowego, nie do końca chyba zdając sobie sprawę z tego, co ich czeka. Na szczęście, jak to młodzi – nie wiedzieli tego, że może im się nie udać. I dlatego się udało.
Początki naprawdę były trudne. Pamiętam Targi Wod-Kan, jeszcze na „starym” Myślęcinku, gdzie stoisko „Inżynierii Bezwykopowej” to był stolik turystyczny pod malutkim parasolem na terenie otwartym, gdzie poczęstowany zostałem soczkiem z kartonika. Ale sprawy szły szybko do przodu, pismo rosło szybko razem z branżą. Konferencje w Tomaszowicach to były (i są nadal) najważniejsze spotkania w branży. Tam zawiązywały się przyjaźnie biznesowe, a często dopinane były poważne kontrakty. Ja sam kiedyś o mało nie osiwiałem, dogadując ostatecznie największy jak na tamte czasy biznes mojej firmy ze słynnym już w branży „latającym” prezesem. Gdy wahałem się pełen obaw, czy firma udźwignie pierwszy tego typu projekt w Polsce, prezes uspokoił mnie słynnym „damy radę”, okraszonym jeszcze paroma niecenzuralnymi słowami. Do dziś jestem mu za to wdzięczny. Sprawozdanie z tych oraz wcześniejszych negocjacji, a właściwie przyjacielskich rozmów ukazało się oczywiście w „Inżynierii Bezwykopowej”. I tak okazało się, że moja działalność oprócz czysto biznesowej coraz częściej łączy się z pisaniem. Kulminacją tej „pisanej kariery” był moment, w którym prezes Latawiec „odleciał” w górne warstwy atmosfery, a mój ukochany Redaktor Naczelny zaproponował mi pisanie felietonów. Z dużą obawą podjąłem się tego szlachetnego zajęcia i tak narodził się cykl felietonów Zielonym Do Góry, który trwa do dzisiaj (już ponad sześćdziesiąt odcinków) i mam nadzieję, że potrwa jeszcze trochę dłużej.
Zajęcie w postaci pisania felietonów okazało się być momentami mocno ekscytujące. Może nie samo pisanie (choć ono jednak też), jak konsekwencje wyrażania poglądów i specyficznego widzenia otaczającej nas branżowej rzeczywistości. Mianowicie po publikacji jednego z felietonów zarówno ja, jak i redakcja „Inżynierii Bezwykopowej”, otrzymaliśmy przedsądowe wezwanie do zaprzestania publikacji oraz żądanie przeprosin. W przeciwnym przypadku grożono nam procesem, puszczeniem z torbami (a może w skarpetkach, już dokładnie nie pamiętam) i w ogóle wszelkimi możliwymi „poważnymi konsekwencjami”. A przecież absolutnie nikogo nie chciałem obrazić ani napiętnować. Swoista felietonowa „licentia poetica” pozwoliła na „ulepienie” fikcyjnej postaci łączącej w sobie cechy i zachowania wielu znanych i nieznanych osób. Z oburzonym w końcu doszliśmy do porozumienia, znanym z Sienkiewicza sposobem „lejąc wodę na miecze”. No, może to nie była woda. A „Inżynieria Bezwykopowa” nabierała coraz większego znaczenia, czasami „rozmnażając się”, tworząc pokrewne czasopisma, czasami zwiększając ilość wydań, a czasami podwijając zbyt szeroko rozwinięte skrzydła.
Symboliczny toast za setne wydanie
Pojawiły się nowe konferencje, których jest już tyle, że nie da rady wziąć udziału we wszystkich. Ale Monika i Paweł mają wizję stworzenia dużego organizmu medialnego, gdzie oprócz czasopism pojawiło się wydawnictwo, portal internetowy, katalogi i Akademia. Powstało własne studio tworzące grafikę, filmy, strony internetowe, budujące stoiska targowe i sam już nie wiem, co jeszcze. Nie da się ukryć, że idą do przodu jak burza i nie chcą zwolnić. Nie chcą, bo nie mogą. Wszyscy za plecami czujemy już gorący oddech Sztucznej Inteligencji, który szczególnie dużo namiesza właśnie w branżach medialnych. Ale Monika z Pawłem dadzą sobie z tym radę, gdyż inteligencją – i to nie sztuczną – dysponują.Takich wyzwań związanych z SI pojawi się przed nami wszystkimi jeszcze wiele. Pewne aspekty z nią związane będą dla nas korzystne, a pewne nie. A o wielu nie mamy jeszcze pojęcia, że się pojawią. Wszyscy obawiają się, że SI zabierze nam wiele miejsc pracy i stanie się to szczególnie tam, gdzie człowieka mogą zastąpić algorytmy. Z drugiej strony SI otwiera przed nami nowe, oszałamiające wręcz perspektywy. Ułatwi analizę i przetwarzanie dużej ilości danych, podejmie za nas ważne decyzje, jak na przykład wybór odpowiedniej metody renowacji kanalizacji albo dobór parametrów procesu wiercenia HDD.
Niestety, należy być czujnym, gdyż działania SI bywają często niedoskonałe, szczególnie przy bardziej skomplikowanych sprawach. Przy braku „wiedzy” SI potrafi konfabulować i tworzyć wirtualną rzeczywistość. Jest w tym bardzo podobna do ludzi. Ale, co ma być, to będzie i tylko w nieznacznym stopniu będziemy mieli na to wpływ. Póki co cieszmy się tym, co mamy i przygotowujmy się do hucznego świętowania SETNEGO numeru „Inżynierii Bezwykopowej”.
A butelka po dobrym winie, którym uczcimy SETNE wydanie Dostojnej Jubilatki, w każdej sytuacji będzie zielonym do góry.

Foto, video, animacje 3D, VR
Twój partner w multimediach.
Sprawdź naszą ofertę!
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany. Przejdź do formularza logowania/rejestracji.
