• Partner portalu
  • Partner portalu
  • Partner portalu
Partnerzy portalu

Andrzej Szczęśniak: koncerny paliwowe z kryzysu wyjdą obronną ręką

Opublikowano: 20-03-2020 Źródło: inzynieria.com

Spektakularne spadki cen ropy naftowej, w krótkim czasie z około 60 USD do 30 USD, były spowodowane dwoma czynnikami. Najpierw epidemia koronawirusa wyhamowała światową gospodarkę, a następnie konflikt między Rosją a eksporterami z OPEC (ang. Organization of the Petroleum Exporting Countries) spowodował wzrost produkcji tego surowca. Praprzyczyną było trwające od kilku lat wprowadzanie na rynek ogromnych ilości ropy przez USA. Gwałtowna zmiana wpłynęła na konsumentów i przedsiębiorstwa paliwowe.


Pandemia Covid-19 spowodowała spadek zużycia paliw. Fot. jacqueline macou/pixabay.com Pandemia Covid-19 spowodowała spadek zużycia paliw. Fot. jacqueline macou/pixabay.com

Z punktu widzenia konsumentów paliw to dobra wiadomość – oznacza niższe ceny na stacjach. To proste przeliczenie: obniżka cen ropy o 1 USD za baryłkę przekłada się na zmniejszenie ceny litra paliwa o 2,5–3 gr. Potencjalnie benzyna i olej napędowy mogą stanieć o około 90 gr za litr. Jeśli całe krajowe zużycie paliw to niecałe 30 mld litrów rocznie, oznacza, że w takim okresie w kieszeniach firm i obywateli zostanie mniej więcej 25 mld zł. To ponad połowa wartości podatku CIT płaconego przez przedsiębiorstwa – mówi Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliwowego.

Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliwowego Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliwowego

Zdaniem eksperta, z makroekonomicznego punktu widzenia problem jest inny: ropa dziś ma znaczenie finansowe, a nie towarowe, z najwyższymi na świecie obrotami giełdowymi.

W świat osłabiony epidemią Covid-19 uderzyła ogromna nadpodaż surowca, która narastała od kilku lat, kiedy USA zaczęło wprowadzać na rynek ogromne ilości ropy produkowanej z łupków. To zjawisko, wraz z pandemią doprowadziło do załamania światowych giełd, ucieczki kapitału do bezpiecznych przystani i – w związku z tym – ograniczenia finansowanie gospodarki – wyjaśnia Andrzej Szczęśniak.

W przypadku takich firm jak Orlen czy Lotos, bardzo niskie ceny surowca doprowadziły do znaczącego przewartościowania zgromadzonej już ropy w magazynach. Ten surowiec kupowano znacznie drożej. A to oznacza spadki wartości zapasów, a co za tym idzie, także wartości krajowych firm. To zjawisko wpłynie na ich wyniki i potencjalnie może spowodować problemy z finansowaniem działalności – przekonuje ekspert.

Z drugiej strony, niskie ceny surowca umożliwiają osiągnięcie znacznie wyższych marż. Mogłoby to zniwelować, przynajmniej do pewnego stopnia mniejszą wartość zapasów. Ale na poziom dochodów wpływa spadek konsumpcji spowodowany w dużej mierze rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2.

Jak duże mogą być to spadki? Ekspert odwołuje się do doświadczeń chińskich. Tam intensywność ruchu czy zużycia paliw w największych aglomeracjach obniżyła się nawet o 80% (w Wuhanie doszła 90%) i trwało to około półtora miesiąca.

To samo teraz dzieje się w Polsce i innych krajach: transport hamuje, bo gospodarka zwalnia, ponieważ rozrywa się globalny łańcuch dostaw. To uderzenie w mobilność przedsiębiorstw i ludzi. Trudno oceniać jak mocny będzie ten spadek popytu, może 30%, może 50% – wszystko zależy od tego, jak silnie została zamrożona gospodarka. Jeszcze tego nie wiemy, choć w Orlenie i Lotosie już tak – monitorują własne stacje paliw. Ale moim zdaniem, dojdzie do potężnego szoku popytowego – uważa Andrzej Szczęśniak. Dodaje, że najważniejsze pytanie, na które na razie nie ma odpowiedzi, brzmi: jak długo taka sytuacja się utrzyma?

Jego zdaniem polskie koncerny paliwowe są do pewnego stopnia zabezpieczone przed skutki niskiego popytu – mogą kontrolować podaż paliw, zwłaszcza oleju napędowego, który w dużej mierze pochodzi z importu, a jednocześnie jest podstawowym paliwem flot transportowych. Poza tym mają wysokie rezerwy finansowe z ostatnich lat, więc z kryzysu wyjdą obronną ręką – twierdzi ekspert.

Niskie ceny ropy naftowej uderzają w jej producentów gdy koszty wydobycia je przewyższają. Taka sytuacja ma miejsce, ale na krajowe spółki nie wpłynie. Z krajowych złóż czerpiemy minimalne ilości surowca, więc dla naszych firm nie ma to znaczenia. Nieco więcej szkód przyniesie wydobycie z zagranicznych złóż podmorskich, ale przy skali działalności krajowych koncernów, ich przerobu, obrotów czy sprzedaży, będzie to niewielki problem – mówi Andrzej Szczęśniak.

Na rynku gazu ziemnego kryzys cenowy zaczął się znacznie wcześniej, jeszcze przed epidemią Covid-19. Przyczyniła się do niego masowa produkcja gazu skroplonego LNG, rynek został wręcz zalany gazem. Nadpodaż doprowadziła do obniżenia cen na poziomy wcześniej nie spotykane, dziś na Towarowej Giełdzie Energii płaci się około 50 zł/MWh (a były na poziomach 90–100 zł/MWh). Ofiarą stał się PGNiG uwikłany w dość drogie kontrakty importowe i zmuszony do sprzedaży gazu ziemnego poniżej kosztów zakupu. Globalny rynek jest dla takich firm niebezpieczny: brakuje im kapitału, który giganci pozyskują bardzo tanio. W tej sytuacji epidemia koronawirusa ma mniejsze znaczenie: uderzy w popyt, ale nie w takim samym stopniu jak w przypadku ropy naftowej – podsumowuje Andrzej Szczęśniak.

Przeczytaj także: Pełna kwarantanna dla górników oznacza koniec kopalń

Foto, video, animacje 3D, VR

Twój partner w multimediach.

Sprawdź naszą ofertę!