Wojciech Kwinta: Jak w obliczu epidemii Covid-19 czują się pracownicy na placach budów?

Prof. Zbigniew Kledyński: Z jednej strony, wielu zatrudnionych i wciąż wykonujących swoją pracę bezpośrednio, tj. poza tzw. trybem zdalnym, czuje się niepewnie i obawia zarażenia lub nieświadomego przekazywania wirusa, a z drugiej strony zdaje sobie sprawę, że przerwanie pracy może się odbić na zarobkach, zatrudnieniu lub możliwości kontynuowania biznesu. Warto przypomnieć, że polskie budownictwo jest bardzo rozdrobnione i ponad 96% podmiotów gospodarczych działających w branży to firmy zatrudniające do 9 osób. Wiadomo, że trudno w takich firmach o zapasy kapitałowe.

W.K.: Jakiego wsparcia potrzebuje branża budowlana, jakie instrumenty należałoby wprowadzić by ograniczyć negatywne skutki trwającej epidemii?

Z.K.: Oprócz zapowiadanych przez rząd pomysłów, ale jeszcze – niestety – bez konkretnych rozwiązań, branża potrzebuje płynności finansowej i większej elastyczności ze strony inwestorów, zwłaszcza publicznych. Zamiast wspierać akcję kredytową, można wrócić do znanych w przeszłości zasad systematycznych płatności za wykonane już roboty, proporcjonalnie do stanu ich rzeczywistego wykonania, a nie w rytmie umownie przyjętych harmonogramów odbioru etapów lub obiektów. Byłoby to realne wsparcie płynności finansowej wykonawców, bez dodatkowego ich obciążania odsetkami od koniecznych kredytów. Dodatkową pomocą byłoby uelastycznienie umów, które mogłoby polegać na prostym przesunięciu terminów umownych o czas trwania epidemii.

W.K.: Jak w najbliższej przyszłości będą funkcjonować budowy w Polsce? Spółka Strabag ogłosiła zamknięcie 1000 budów w Austrii tłumacząc, że bezpieczeństwo jest najważniejsze. Czy taki scenariusz jest możliwy w Polsce?

Z.K.: Sądzę, że przy wzroście liczby zachorowań będą wprawdzie rosły ograniczenia mobilności obywateli, ale przynajmniej dziś trudno sobie wyobrazić rządową decyzję o zamknięciu budów jako takich. Szybciej mogą zareagować wykonawcy i, idąc za przywołanym wzorem, zamknąć na pewien czas prowadzone przez siebie budowy. Czynnikami przyspieszającymi takie decyzje będą m.in.: zagrożenie dla zdrowia ludzi, absencje kadry, przerwanie dostaw materiałów, trudności finansowe, ale i ryzyka kontynuowania kontraktu przy braku zrozumienia inwestora dla obiektywnych trudności, z jakimi borykają się wykonawcy. Mam tu na myśli widmo kar umownych z tytułu niedotrzymania terminów, czego egzekwowanie byłoby niemoralne, a nie powinno być w zaistniałej sytuacji dopuszczalne. Stąd wcześniej wyrażone oczekiwania.


W.K.: Jak w takim razie przedsiębiorstwa budowlane radzą sobie aktualnie? Czego się obawiają, co je nurtuje? W jaki sposób mogą ograniczyć ryzyko zachorowania pracowników w terenie?

Z.K.: Jest dużo niepewności i niepokoju, a stopień tego ostatniego zależy od sytuacji i jej medialnego obrazu, ale także od indywidualnego podejścia do ryzyka zachorowania. Izba jest pytana o wytyczne w zakresie przeciwdziałania możliwości zarażenia się wirusem na budowach, o odpowiedzialność kierowników budowy itp. Odpowiadamy zgodnie z obowiązującymi przepisami. W szczegółach zależy to od konkretnych warunków pracy w konkretnym miejscu jej wykonywania i dlatego trudno o jakieś ogólne, branżowe zasady dobrych praktyk w tym zakresie, oczywiście poza stosowaniem powszechnie zalecanych i ich adaptowaniem do warunków miejscowych. Jest to także pole dla Państwowej Inspekcji Pracy oraz regionalnych służb sanitarno-epidemiologicznych, znacznie lepiej przygotowanych merytorycznie do właściwego doradztwa w tym nietypowym dotąd zakresie.

W.K.: Czy proponowana tarcza antykryzysowa wystarczy, aby wspomóc branżę budowlaną? Organizacje pracodawców i branżowe ją krytykują. Jakie ma wady, a jakie zalety?

Z.K.: Trudno to dziś jeszcze ocenić. Jest wiele zapowiedzi i znacznie mniej konkretów. O skuteczności owej tarczy będzie decydowała nie tylko przeznaczona na to kwota pieniędzy, ale także ich trafne ulokowanie w miejscach najbardziej dotkniętych korona-kryzysem. Z przywołanych już powodów budownictwo na pewno jest zagrożone, może nieco z odłożonymi, ale rozległymi i znacznymi skutkami. Tak jak w walce z epidemią i w tym przypadku liczą się środki zaradcze, ale i właściwe tempo ich wprowadzania.

W.K.: Jak będzie wyglądać przyszłość branży po epidemii? Jak długo będzie trwał powrót do równowagi?

Z.K.: Odpowiedź na to pytanie wymaga zdolności profetycznych, jakich nie posiadam. Wciąż nie wiemy na jakiej „ścieżce” rozwoju epidemii jesteśmy, a więc nie wiemy też, jak rozległe będą jej skutki: bezpośrednie oraz wprowadzonych ograniczeń. Dotkną wielu obszarów i będą się ujawniały w różnym czasie i może w zaskakującej postaci. Historia mówi, że budownictwo nie tylko buduje, ale też potrafi się odbudowywać jako branża. Pod warunkiem właściwej stymulacji, która dziś powinna polegać na działaniach zapobiegawczych, minimalizujących czynniki kryzysotwórcze. Ograniczenie skutków tego, co teraz stanowi zagrożenie dla branży jest ważne nie tylko na dziś, ale i dla przyszłości. Pamiętajmy, że przed branżą wciąż jest wiele ambitnych zadań do wykonania, nie tylko bieżących, i to dla nich trzeba zachować potencjał polskiego budownictwa.

Przeczytaj także: Konieczna ochrona wykonawców kontraktów publicznych