Z naszymi królami liczono się w Europie - tacy byli silni! Babcia skądś to wiedziała, mimo tego że tylko 21 lat swojego życia przeżyła w wolnej Polsce. I wcale nie była wykształcona - całe życie spędziła na biednej galicyjskiej wsi. Patriotyzm widocznie znaczył wówczas coś więcej niż dzisiejsze rozumienie tego słowa przez chłopców z LPR-u.
Później, w szkole, też pewnie mnie uczono o tym ciekawym okresie. Ale czy to z braku chęci do nauki - po prostu lenistwa, czy to z braku zdolności do "histry" - nie za wiele zostało w mojej głowie o tych czasach. Nie za wiele nie znaczy jednak, że nic... Sławne "liberum veto" udało mi się zapamiętać. I dziś sobie przypomniałem, gdy myślę o tym, co się dzieje w różnych przetargach na roboty renowacyjne. Zwłaszcza w tych, ale w innych branżach także. Wrócę jeszcze na chwilę do historii - tyle, że bez Babci. Co takiego się stało, że wielkie państwo w bardzo krótkim czasie zostało wymazane z map Europy? Co doprowadziło do chaosu, destabilizacji i szybkiego upadku? Czy przywileje, które miała szlachta, były mądrze wykorzystywane, czy wręcz przeciwnie? Jak zapewne wiecie, większość sesji Sejmu tuż przed pierwszym rozbiorem była zrywana przez któregoś z posłów, któremu prawo pozwalało wstać i oświadczyć - "liberum veto"! Nie pozwalam. Koniec obrad, a za chwilę koniec państwa. Ciekawe prawo, które pozwalało na paraliż tegoż państwa. Ale prawo tworzyli ludzie dla ludzi - w tamtych czasach akurat dla szlachty. Ale szlachta to też ludzie. Jedni wiedzieli, jak je wykorzystywać do tego, żeby przegłosować dobre ustawy. Drudzy natomiast świetnie sobie radzili z zaadaptowaniem tego prawa dla własnej prywaty. A że od prywaty do upadku prosta droga - to już nie miało znaczenia... Ważniejszy był własny trzos niż rodaków los - o jak fajnie mi się zrymowało!
I nic później nie dało uchwalenie Wielkanocnej Konstytucji - zwanej dziś w podręcznikach Konstytucją Trzeciego Maja. Ani jeszcze późniejsze podboje Napoleona. Państwo przepadło! Na niesławne "liberum veto" zaborcy nie pozwalali. Opatrzność czuwała jednak nad nami i dała nam historyczną szansę. Najpierw jedną - gdy Komendant Piłsudski tryumfalnie powrócił do Warszawy. Potem drugą - gdy płotoskoczek elektryk poderwał nas - może nie wszystkich - do wygnania za drzwi niechcianych gości siedzących przy naszym stole.
Ale co z tego, gdy "liberum veto" powróciło wraz z wolnością?
I każdy, albo prawie każdy, może wstać i krzyknąć - nie pozwalam! Nie pozwalam, abyś Ty, mój konkurencie, wygrał przetarg. Mimo że złożyłeś dobrą i najtańszą ofertę. Nie pozwalam, aby twoja firma podpisała umowę, która z pewnością wpłynie pozytywnie na obniżenie bezrobocia w naszym pięknym kraju. Nie pozwalam, abyś Ty skorzystał z unijnych pieniędzy i rozwijał swoją firmę. Mimo że dzięki temu będzie mogła być bardziej konkurencyjna wobec zachodnich gigantów. Nie pozwalam, by zamawiający wydał tak trudno pozyskane dotacje, tak jak on tego chce. Mimo, że łatwo jest te środki stracić i w związku z tym nic nie zrobić. Nie powalam, abyś Ty miał sukces, a nie ja. Mimo, że mi się nie chce pracować, a tobie się chce. Nie pozwalam, abyś Ty był zadowolony, a nie ja. Nie pozwalam i już! Ale krzycząc nie zapominajmy, że na końcu jest szary Obywatel! On na tym najbardziej ucierpi. Nie my i nie nasze firmy, ale społeczeństwo.
I wspomnijmy sobie w takich chwilach, do czego doprowadziło nonszalanckie nadużywanie danego szlachcie prawa "liberum veto". Obyśmy się nie obudzili za późno, tak jak ta szlachta, co zatraciła na wieki Polskę. Obyśmy potem nie żałowali swojej głupoty i krótkowidztwa, które mogą doprowadzić do ekonomicznego rozbioru naszych firm. Obyśmy nie musieli znowu liczyć na Opatrzność, gdy już będzie po nas.
I dlatego ja też krzyczę - liberum veto! Tak - do was krzyczę! Wy, którzy tak właśnie działacie. Którzy prawo uznajecie tylko wtedy, gdy wam jest to na rękę. Wy, którzy jesteście gotowi sobie samym zaszkodzić, byleby tylko drugiemu przeszkodzić. Wy, którzy patrząc drugiemu prosto w oczy, tak pięknie rozprawiacie o współpracy i pomocy, a gdy już widzicie plecy to z premedytacją wbijacie w nie nóż. Wy, którzy chcecie czerpać nieuzasadnione korzyści z tego, że wiecie, jak przedłużać przetargowe procedury, by w tym czasie wynegocjować jak najlepszą cenę za "odstąpienie" od protestów - a potem nadstawić sakiewkę na brzęczące talary. Wy, którzy... A co tam. Pewno i tak nie zrozumiecie, że to do was właśnie krzyczę. Wasza pycha i samouwielbienie nie pozwalają wam na krytyczną ocenę waszych postaw. Ale Babcia zawsze nam powtarzała - wierzcie w drugiego człowieka, bo w każdym tli się iskierka dobroci. Mam nadzieję, że ta iskierka potrafi rozpalić prawdziwy ogień i czekam na potwierdzenie słów tej mądrej kobiety...
Latający wnuczek