Mamy też swoje deszcze nawalne, punktowe, które powodują miejscowe podtopienia – mówi Hanna Madajczyk. Jak podkreśla, w Wielkopolsce równie istotnym problemem są okresy suszy. Retencja ma więc przechwytywać nadmiar opadów, a następnie zatrzymywać wodę możliwie długo, aby mogła być wykorzystana w czasie niedoboru.

Aquanet Retencja zarządza dziś ponad 700 km kanalizacji deszczowej, jednak liczba ta może się zmienić po zakończeniu pełnej inwentaryzacji. Spółka odkrywa m.in. nieoznaczone na mapach włączenia do kanałów i kolejne wyloty. W momencie przejęcia infrastruktury mówiono o 93 wylotach, obecnie ich liczba wynosi już ponad 130–140.

W rozmowie poruszono także problem przepisów, które nie zawsze sprzyjają retencji u źródła. W Poznaniu opracowano standardy i wytyczne dla inwestorów podłączających obiekty do miejskiej kanalizacji deszczowej. Nie obejmują one jednak wszystkich przedsięwzięć realizowanych poza tą siecią. To może prowadzić do sytuacji, w której po intensywnych opadach zalewane są ulice, mimo że zarządca kanalizacji nie odpowiada za dany teren.

Rozwiązaniem nie jest wyłącznie rozbudowa kanałów. Starsza infrastruktura była projektowana dla innych natężeń opadów, a w gęstej zabudowie często brakuje miejsca na większe przewody. Dlatego Poznań rozwija błękitno-zieloną infrastrukturę, retencję leśną, ogrody deszczowe oraz zbiornik retencyjny na Łacinie.

►Rozmowę z Hanną Madajczyk przeprowadziliśmy podczas V Kongresu Gospodarowania Wodami i Ochrony Przeciwpowodziowej w Krakowie.

Zobacz także: Zapory pod nadzorem. Kto odpowiada za ich bezpieczeństwo w Polsce?